Szprot:
Jednym z głównych powodów, jakie mogą zniechęcać do użycia roweru jako środka transportu do pracy jest myślenie, że rowerzystów obowiązuje jakiś specjalny dress code, uwzględniający kolory, od których oczy szczypią, odzież sportową z włókna bambusowego, ochraniacze, kask tudzież niejednokrotnie wyśmiewane przeze mnie lajkrowe majty z pieluchą.
Nic bardziej mylnego.
Oczywiście opisany powyżej ubiór jest funkcjonalny dla tak zwanych tró rowerzystów, którzy jeżdżą wyczynowo, po kilka tysięcy kilometrów miesięcznie, w przeróżnych warunkach czy to pogodowych, czy to terenowych, przeważnie z ciśnieniem na czas jazdy i w związku z powyższym wybierają strój, który zapewni najwyższy komfort poruszania się na rowerze.
Przeciętny dojeżdżający do pracy nie wyjeździ jednak więcej niż powiedzmy 500km miesięcznie i nie będzie spędzał na rowerze więcej niż do 2h dziennie. Skoro nie ubieramy się w rękawice ochronne i maski wsiadając do pojazdów MPK ani nie wzuwamy specjalnego obuwia do jazdy samochodem, logicznym się wydaje wniosek, że i do niespiesznego popedałowania do pracy nie musimy ubierać się inaczej niż w to, w czym zamierzamy w owej pracy wystąpić.
Zwracam tutaj szanownym czytelnikom uwagę na użycie przeze mnie słowa "niespieszne", bo ono ma swój udział w obaleniu mitu wyśpiewanego przez Lecha Janerkę obioru w obcisłe. Ze względu na myślenie o rowerzystach jako sportowcach - wyczynowcach jazdę na rowerze wiąże się z koniecznością ciśnięcia w pedały ile sił w nogach, a co za tym idzie dużym wysiłkiem fizycznym i w efekcie wyciskaniem z siebie siódmych potów. Co w sytuacji braku prysznica w pracy może posłużyć za argument przeciw dojeżdżaniu tamże rowerem.
Wystarczy jednak zadać sobie pytanie, czy istotnie musimy pędzić na rowerze ze świstem w uszach i łzami w wytrzeszczonych oczach. Celem uzyskania na nie odpowiedzi warto zmierzyć czas dojazdu do pracy samochodem tudzież komunikacją miejską. Niżej podpisana, dla przykładu, łapała autobus o 8:13, by odbić blaszkę na bramce o godzinie 8:45, a o godzinie 9:00 uczynić log in do systemu korporacyjnego. Aktualnie o godzinie 8:00 łapię rower i w zależności od tego, jaki jest wiatr, jak się ułożą światła i w jakim stopniu jestem (nie)wyspana rzeczoną blaszkę odbijam o godzinie 8:35 - 8:45. Jak widać,
na podróż przeznaczam w najgorszym razie 10 minut więcej. Do pracy mam 12km, z czego mniej więcej połowa przypada na ścieżkę rowerową i ciąg rowerowo-pieszy.
Nie twierdzę przy tym, że nie zdarza mi się uronić ani kropli potu, bo wbrew pozorom jestem normalną jednostką ludzką i zdarza mi się przetwarzać ten czy ów proces fizjologiczny, ale tempo jazdy oceniam na jakieś 15km/h, co bynajmniej nie jest tempem wyścigowym. Można zatem jechać spokojnie i dojeżdżać do pracy w porównywalnym czasie, co samochodem czy MPK.
Podsumowując ów wywód, uważam, że można odziać się w strój obowiązujący w pracy dojeżdżając do niej rowerem. Osobiście łapię się nawet na bardziej eleganckim stroju pod rower, by malowniczo łopotać połą płaszczyka lub kusząco zawiewać sukienką.
Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.